Recenzja modułowego oświetlenia Nanoleaf Shapes Triangles

Recenzja modułowego oświetlenia Nanoleaf Shapes Triangles

Wydaje się, że w kwestii domowego oświetlania nie można już wymyślić niczego innowacyjnego. Firma Nanoleaf udowadnia, że to nie prawda. Marka jest młoda i ze świeżym podejściem do technologii. Pierwsze ich projekty powstały z pieniędzy zebranych na platformach crowdfundingowych. Każdy z ich produktów wprowadza coś nowego do znanych już schematów. Od kanciastych żarówek o nazwach Nanoleaf One i Bloom, po modularne panele świetlne.

Dziś w swojej ofercie posiadają już spory zestaw różnego rodzaju oświetlenia, a dostępność w Polsce nie stanowi problemu. Dlatego też, postanowiłem sprawdzić produkt, który wielokrotnie widywałem jedynie na zdjęciach. Jeżeli trafiliście kiedyś na mieniące się od kolorów stanowisko komputerowe z kształtnymi świetlistymi figurami geometrycznymi w tle, to niemal pewne jest, że pochodzą właśnie od Nanoleaf. W recenzji przedstawię podstawowy zestaw trójkątnych paneli świetlnych z najnowszej serii Nanoleaf Shapes. Oświetlenie modularne obsługiwane przez dotyk i współpracujące z inteligentnym domem, to jedynie mocno uproszczony opis tego produktu. W rzeczywistości to rzecz, która przyciąga nie tylko wzrok, ale nadaje również dynamiki każdemu pomieszczeniu w nowoczesnym mieszkaniu.

 

Opakowanie i zawartość zestawu

Białe pudełko na przodzie zawiera logotyp oraz podstawowe dane na temat tego zestawu. W tym przypadku mamy do czynienia z pakietem dużych trójkątnych paneli z serii Shapes. Korzystają one z nowego typu łączeń, który producent określa mianem Connect+. Opakowanie zawiera 4 sztuki tych paneli świetlnych. Tekst “Starter kit” mówi nam, że oprócz nich mamy tutaj jeszcze moduł sterowania oraz zasilacz. Jest to na tyle istotne, ponieważ można również kupić dodatkowe panele, ale bez kontrolera nie będą działy same. Wizualizacja kilku kolorowych Nanoleaf Triangles przechodzi z przodu, aż na boczną krawędź opakowania.

Mimo, że na froncie widnieje jedynie duży logotyp Apple HomeKit, to użytkownicy innych ekosystemów smart nie mają się czego obawiać. Po drugiej stronie pudełka wymienione są również Google Assistant, Amazon Alexa, Samsung SmartThings i IFTTT. Znalazła się tutaj też specyfikacja produktu oraz informacja o dostępnych aplikacjach na smartphone.

Na tyle poczytamy o głównych funkcjonalnościach paneli świetlnych, a także zobaczymy przykładowe wizualizację z użyciem 4 oraz 7 elementów.

Zdjęcie pokrywy pozwala dostać się do środka opakowania. Pierwsze co nas wita, to wierzchołki białych paneli. Cztery trójkąty ułożone w pionie i rozdzielone kawałkami papieru, które mają uchronić ich powierzchnię przed zarysowaniami. Bezpośrednio do nich wpięte są już okrągłe plastiki, które ostatecznie będą przylegały do ściany.

W oddzielnej przegródce ukryto dodatkowe elementy. Zaczynając od wąskiego panelu sterowania w kolorze białym, który wsunięto w kartonik. Jest tutaj również dość pokaźnej wielkości zasilacz w formie kostki wpinanej bezpośrednio do gniazdka. Ma on przymocowany na stałe kabel o długości 2,5 metra. Posiada on dwie wtyczki do wyboru – dla standardu europejskiego oraz brytyjskiego.

Dalej zestaw zawiera 5 łączników do paneli (linkery). Małe plastikowe spinki posiadają po trzy blaszki przez które poszczególne elementy przesyłają sobie energię do zasilania oraz informacje sterujące ich pracą.

Do montażu nie potrzebujemy narzędzi, a same panele można przymocować do płaskich powierzchni z użyciem wyłączenie dwustronnych gąbkowych przylepców. Te w formie prostokątów dostajemy od producenta, ale nic nie stoi na przeszkodzie, jeżeli planujemy użyć wkrętów, ponieważ nie każde podłoże nadaje się do klejenia – przykładowo tapety czy chropowata cegła.

Jest tu także instrukcja, która uwzględnia również język polski. Oddzielna broszura zawiera kilka inspiracji – schematy połączeń zestawów składających się z różnych ilości paneli. Ostatni dodatek to mała naklejka w kształcie logotypu producenta.

 

Budowa i sposób łączenia elementów

Każdy z paneli wygląda identycznie i ma symetryczną budowę. Równoramienny trójkąt o boku 23 cm i grubości poniżej 1 cm (wraz z łącznikiem ściennym). Każdy waży około 140 gram.

Widoczna strona, to matowa tafla półprzezroczystego tworzywa. Po zewnątrz obudowa ma kanciaste wykończenie, ale we wnętrzu widać zaokrąglenia we wstawkach narożników. To pod nimi ukrywają się diody, które mają za zadanie rozświetlić panele. W obecnej generacji Nanoleaf zmniejszył te maskowania i przez to wersja Shapes prezentuje się jeszcze lepiej.

Od spodu widać już więcej. Bardzo podoba mi się przemyślana konstrukcja i rozkład złączy. Na każdą z krawędzi przewidziano po dwa pola na płytki stykowe. Dzięki takiemu rozkładowi mamy znacznie większą swobodę w układaniu paneli. Nie trzeba łączyć ze sobą trójkątnych kształtów po całej długości, ale mogą się stykać ze sobą równie dobrze tylko połową krawędzi bocznej. Daje to także pole do popisu, gdy planujemy rozbudować zestaw o kolejne panele. W przypadku Shapes nie musimy ograniczać się tylko do recenzowanych dużych trójkątów. Obecnie dostępne są także mniejsze trójkąty (o połowie długości boku większego modelu) oraz figury sześciokątne.

Na odwrocie producent umieścił również oznaczenie modelu oraz swój logotyp.

Niezwykle istotna jest tutaj uniwersalność złączy. Niezależnie czy chcemy podłączyć kolejny panel oświetleniowy, kontroler czy też przewód zasilający, możemy użyć dowolnego z nich. Kształt slotu nie pozwala na pomyłkę, a dwa zatrzaski trzymają elementy na miejscu. Przykładowo sam kabel może być prowadzony też na wiele sposobów. W zależności od sposobu w jaki chcemy, aby wychodził z zamontowanych paneli, można to zrobić z dowolnego boku, i to w kilku miejscach.

Na samym środku tyłu obudowy wystaje mały nypel. Trzyma się niezwykle mocno z plastikiem przymocowanym do ściany – nie ma obaw, że spadnie samoistnie. Nie powinno być też kłopotu jeżeli kiedyś zechcemy zdemontować lub przeorganizować zestaw Nanoleaf. Jakość wykonania samego produktu stoi na jak najwyższym poziomie.

 

Przykładowe układy i montaż

Recenzowany zestaw to raptem 4 panele, ale nawet to daje kilkadziesiąt kombinacji. Kształt trójkąta pozwala też na obrót, przez co ostateczny wygląd wymaga wcześniejszego rozplanowania. Na początek można zasugerować się inspiracjami, które dostajemy od producenta.

Jednak ciekawszą opcją jest tryb wirtualny wbudowany w aplikację na smartphone. Na początek nie wymaga on nawet połączenia z panelami Nanoleaf. Dlatego też aplikację omówię w dalszej części. Nie ukrywam, że w moim przypadku nie działało to idealnie. Dodanie trójkątnego modelu z serii Shapes nie było możliwe, ale w zastępstwie przygotowałem prosty schemat korzystając ze starszych generacji, które mają podobny rozmiar. Potem po kilku próbach udało się zeskanować powierzchnię ściany i nanieść wzór na nią. Tryb rzeczywistości rozszerzonej (w angielskim określanej skrótem AR, od augmented reality) daje pewne wyobrażenie jak nasz pomysł może finalnie wyglądać w miejscu docelowym.

Oprócz samych paneli trzeba też przewidzieć dobre miejsce, na wąski pasek z guzikami sterowania. Również on korzysta z tych samych łączników. Ma szerokość połowy boku panelu, więc w każdej konfiguracji jest co najmniej kilka miejsc, gdzie będzie pasował. Na koniec nie można zapomnieć o prądzie. Kabel jest biały i elastyczny, ale połączony na stałe z kostką zasilacza co ogranicza zasięg instalacji paneli. Poniżej tylko parę kombinacji, które można ułożyć z podstawowego zestawu Nanoleaf Shapes Triangles Start Kit.

Ostatecznie zdecydowałem się na podłużne rozstawienie. Każdy z paneli łączy się tylko połową boku, a sterowanie znajdzie się na dole. Układ ten umieszczę w narożniku pomieszczenia. Dzięki temu część światła będzie odbijana od przylegającej powierzchni, a sam kabel delikatnie skryje się w załamaniu.

Producent przewiduje montaż beznarzędziowy z użyciem dołączonych do zestawu przylepców. Ja dodatkowo zdecydowałem też, że choć jeden z nich przymocuje przy użyciu wkrętów. Robię tak, ponieważ znam podłoże, na którym będę je mocował i niejednokrotnie przekonałem się, że nawet mocny klej może dobrze trzymać się tylko wierzchniej warstwy farby, ale sama farba nie zawsze zostaje na ścianie pod wpływem obciążenia. Również dzięki temu mam pewność, że mój synek tak szybko nie zdemontuje paneli oświetleniowych ze ściany.

Pierwszy panel ze sterowaniem znajdzie się w samym narożniku, gdzie od razu poprowadziłem od niego kabel. Plastikową płytkę przymocowałem do ściany za pomocą dwóch wkrętów. Do kolejnego elementu użyłem już dwustronnie klejącej gąbki. Zgodnie z instrukcją, która znajdowała się pierwotnie na jednym z nich, wystarczy przyłożyć go do oczyszczonej wcześniej ściany i kolistym ruchem dopychać przez 30 sekund. To samo z ostatnimi dwoma panelami.

Szkoda, że w zestawie nie znalazły się żadne organizery do kabla. Skorzystałem z własnych bezbarwnych haczyków, dzięki czemu przewód zasilający jest napięty w kącie pokoju i nie psuje wizualnie efektu końcowego.

 

Działanie i sterowanie manualne

Aby oświetlenie działało niezbędny jest chociaż jeden panel z podłączonym zasilaniem i elementem sterującym. Zasilacz z zestawu obsługuje nawet 28 paneli o tym kształcie, zaś jeden kontroler wystarcza dla 500 paneli. Nanoleaf korzysta z własnego rozwiązania o nazwie LayoutDetect. Oznacza to, że wykrywany jest sposób rozkładu poszczególnych fragmentów tej układanki i zgodnie z tym wyświetlane są dopasowane sceny świetlne. Działa to nie tylko przy zbudowaniu gotowego zestawu, ale też w przypadku działających już paneli, każden nowy jest wykrywany w locie. Widoczne jest to poprzez jego powolne migotanie, które trwa zwykle kilka sekund.

Sterowanie Nanoleaf możliwe jest na kilka sposobów. Podstawowy, to panel z przyciskami. Jest ich 6. Każdy jest oznaczony symbolem (wypukłym lub wklęsłym) oraz posiada nad sobą kolorową diodę. Kolejno, od lewej, są to: włącznik, ściemnianie, rozjaśnianie, zmiana schematu kolorystycznego na następny z listy, przełączenie na losowy schemat, tryb muzyczny. Istnieją również dodatkowe funkcje, które aktywuje się poprzez przytrzymanie klawisza lub wciśnięcie ich kombinacji. Chociażby klawisze z plusem i minusem wybrane razem pozwalają na szybkie przeskoczenie między odcieniami białego – ciepły (2700K), do czytania (4000K) oraz zbliżony do światła dziennego (5000K).

To jednak nie koniec sterowania manualnego. Każdy z paneli sam w sobie może stanowić przycisk. Jest to naprawdę innowacyjna metoda używania serwowana nam przez Nanoleaf. Nie tylko zaskakuje przy pierwszym kontakcie, ale daje też wiele możliwości. Może to być po prostu interaktywny element świetlny, gdy mamy ustawiony konkretną scenę obsługującą dotyk. Ale jeżeli korzystamy z HomeKit, to w dedykowanej aplikacji możliwe jest przypisanie jej funkcji kontrolowania innych połączonych z tym ekosystemem sprzętów. W przypadku Android’a i systemu Windows, obecnie dostępne jest używanie gestów jedynie do sterowania samymi panelami.

 

Aplikacja Nanoleaf na smartphone

Prawdziwa zabawa rozpoczyna się właśnie, gdy sparujemy sprzęt ze smartphone. W zależności od naszej wygody i możliwości modelu smartphone możemy użyć jednej z trzech metod. Testowałem aplikację na systemie Android. Akurat ten model nie obsługuje NFC, ale pozostają jeszcze dwie opcje. Jedna to ręczne wpisanie kodu urządzenia, a inna pozwala szybko zeskanować kod QR. Dla ułatwienia, producent umieścił kody aż w 3 miejscach.

Parowanie odbyło się sprawnie i wymagało skorzystania z domowej sieci WiFi w standardzie 2,4 GHz – Nanoleaf nie obsługuje sieci WiFi 5 GHz. Od razu możemy nazwać nasze panele świetlne oraz zobaczyć wirtualny układ. Drobnej korekty wymaga jedynie orientacja – wszystkie połączenia paneli i położenie kontrolera jest zgodne z tym co umieściłem już na ścianie.

Aplikacja składa się z pięciu kategorii widocznych na dole ekranu. Pierwsza pozwala zobaczyć nasz model w cyfrowym domu i szybko włączyć światło. Wyświetlana jest również aktywna scena. Ich wybór zobaczymy w kolejnym menu.

Trójkąty od Nanoleaf mają początkowo “wgrane” kilka przykładowych zestawów świetlnych. Podzielić je można na dwa rodzaje. Albo korzystamy z kolorów, które zmieniają się jeden po drugim, według opisanego schematu, albo aktywujemy tryb muzyczny. W panelu sterowania znajduje się mikrofon, który pozwala na użycie sceny dopasowującej się do dźwięku otoczenia. Sprawdzi się to nie tylko na imprezie, ale może również umilić seans filmowy. Każdy z efektów posiada dodatkowy opis i można zobaczyć czy obsługuje dodatkowe funkcje dotykowe. Dzięki temu możemy wpływać na kolory poszczególnych elementów układu.

Kolejna zakładka zawiera informację na temat wszystkich produktów marki Nanoleaf. Dowiemy się w tym miejscu również czegoś nowego o posiadanym modelu. Dostarczona w zestawie instrukcja jest bardzo uproszczona, więc można spędzić tutaj chwilę czasu i poznać funkcję, które na pierwszy rzut oka nie są oczywiste.

Dalej mamy możliwość ustawienia harmonogramu dla oświetlenia. Przykładowo postanowiłem, aby w tygodniu pracy Nanoleaf budził mnie stopniową feerią barw.

Na końcu umieszczono opcje dodatkowe. Od przypisania konta sieciowego, gdzie będzie zapisywana kopia naszych ustawień, przez możliwość aktualizacji oprogramowania sprzętowego, po połączenie z dedykowanym pilotem – Nanoleaf Remote.

Niby wszystko, ale nie do końca… Do wielu istotnych opcji mamy dostęp po kliknięciu na nazwę naszych paneli, na stronie głównej aplikacji. Nie jest to całkiem intuicyjne, ponieważ musimy kliknąć właśnie na samej nazwie lub ciut poniżej. Wybranie reszty kwadratu powoduje jedynie aktywację lub dezaktywację oświetlenia. Tutaj dałbym drobny minus za interface aplikacji, ale z pewną nadzieją na poprawienie tego interfejsu w przyszłości. Dopiero tutaj widzimy suwak do ustawienia poziomu jasności. Mamy też dostęp do własnych ustawień kolorów. Zaawansowane opcje skrywają też obsługę funkcji dotykowych. Nie tylko możemy zmieniać barwę poprzez kliknięcie w panel. Działają również gesty przesuwania ręką w górę i na boki oraz podwójne wciśnięcie. Tym sposobem możemy ustawić szybką zmianę jasności, a nawet wyłączyć światło bez używania guzików na pasku kontrolera.

Z tego poziomu aplikacji możemy również wymusić tryb automatycznej jakości, dokonać kalibracji kolorów i sprawdzić informację o urządzeniu.

 

Aplikacja na komputerze

Niezależnie czy na komputerze korzystamy z systemu Windows czy iOS, możemy również z tego poziomu obsługiwać oświetlenie Nanoleaf. Dość zaskakujący jest fakt, że sama aplikacja desktopowa, to tak naprawdę program uruchamiający stronę internetową w przeglądarce. Funkcjonalnością niewiele różni się od swojego smartphonowego odpowiednika. Można tutaj równie dobrze dodawać i uruchamiać sceny świetlne.

Najlepszy efekt uzyskuje funkcja o nazwie Screen Mirror. Używając paneli w pobliżu komputera dobrze jest uzyskiwać na nich kolory odzwierciedlające to co widzimy na monitorze. Dzieje się tak dzięki odpowiedniemu ułożeniu wirtualnych paneli na obszarze ekranu. Najprościej jest to porównać z systemem Hue i trybem ambilight od Philips. Wygląda to zjawiskowo i umila chociażby seans filmowy. Filmy akcji nabierają zupełnie nowej formy, a ich dynamika przenosi się na całe pomieszczenie.

 

Współpraca z Google Home

Jako, że w domu korzystam z systemu Google i jego asystenta, to nie mogło się obyć bez połączenia tych paneli oświetleniowych z moim inteligentnym domem. Już po zainstalowaniu aplikacji Nanoleaf i sparowaniu sprzętu, zostało wyświetlone powiadomienie o dostępnym urządzeniu. Wystarczyło tylko zalogować się do usługi, aby zestaw Shapes pojawił się w Google Home. Potem tylko pozostaje przypisanie go do odpowiedniego pomieszczenia i nadanie nazwy łatwej do zapamiętania.

Od teraz nie tylko można kontrolować światło z poziomu samej aplikacji Google, ale także wydawać komendy głosowe. Niezależnie czy używamy asystenta wbudowanego w telefon, smartwatch, czy też mówiąc do fizycznego głośnika.

Bez problemu działają podstawowe polecenia pokroju: włącz i zgaś światło, ustawianie koloru i poziomu ściemniania. Można robić z Nanoleaf to wszystko, czego oczekuje się od inteligentnego oświetlenia.

 

Nie tylko dla graczy – Razer Chroma

Chociaż panele Nanoleaf całkiem dobrze można zintegrować z ekranem komputera, to kompatybilność z pakietem oprogramowania Razer Chroma może być pewnym ułatwieniem. Jeżeli Twój PC posiada już różne elementy wielokolorowego oświetlenia, to wiesz pewnie, że zgranie wszystkiego ze sobą nie jest proste. Dlatego też Chroma jest swoistym zbawieniem w tym przypadku. Dodając różne produkty Nanoleaf w formie wtyczki (modułu) do Razer Synapse można wymusić wyświetlanie chociażby kolorów z ekranu – tryb ambient. Tym sposobem immersja podczas grania może stać się jeszcze pełniejsza.

Niestety testowane panele serii Shapes wciąż nie są wykrywane przez to oprogramowanie. Według zapowiedzi, integracja Razer z tym modelem powinna być dostępna już latem tego roku. Pozostaje więc czekać na stosowną aktualizację programu oraz firmware do paneli.

A do tego czasu dalej trzeba będzie posiłkować się oprogramowaniem Nanoleaf, aby uzupełnić efekty świetlne zsynchronizowane z komputerem.

Aktualizacja – lipiec 2021:

Obsługa paneli Nanoleaf Shapes została dodana do Razer Chroma w lipcu 2021 roku.

 

Podsumowanie

Nanoleaf serii Shapes, to jedna z najciekawszych form oświetlenia z jaką miałem do czynienia. Nie tylko stanowi statyczny element wystroju, ale dzięki dotykowemu sterowaniu pozwala na interakcje z poszczególnymi panelami.

Wizualnie jest to dopracowany i nieźle przemyślany produkt. Montaż nie wymaga użycia narzędzi, a sam producent ułatwia nam sprawę i dostarcza przykładowe schematy rozmieszczenia elementów. Możliwość rozbudowy o inne kształty, które składają się na całą serię Shapes daje duże pole na pokazanie swojej kreatywności.

Zastosowana technologia sprawia, że już podczas budowy “świecącej ściany” nie musimy zastanawiać się nad sposobem ich połączenia. Podczas konfiguracji z użyciem smartphone od razu widać wirtualny odpowiednik Nanoleaf w tym samym układzie.

Sterowanie jest proste i ogranicza się początkowo do kilku klawiszy na panelu podpięty do paneli. Jednak z biegiem czasu warto zagłębić się w materiały jakie dostarcza producent na swojej stronie internetowej i odkryć mnogość funkcji. O kilku z nich wspomniałem, ale nie mogę przewidzieć czy wraz z kolejnymi aktualizacjami nie zostaną dodane nowe możliwości. Przykładowo dostępna jest opcja uwolnienia się od serwerów sieciowych i sterowanie na smartphone oraz PC jedynie z użyciem lokalnej sieci WiFi. Dla wielu jest to może tryb zaawansowany, ale świadczy tylko o szerszym podejściu Nanoleaf do swoich produktów. Moim zdaniem oprogramowanie dla Android wymaga pewnych usprawnień, aby dorównać odpowiednikowi pod iOS. Możliwe, że stanie się to wkrótce, ponieważ już teraz producent poinformował o dużej aktualizacji dla wersji desktopowych aplikacji. Sam muszę przyznać, że to właśnie na komputerze spędziłem najwięcej czasu na dopasowaniu oświetlenia Shapes Triangles. Finalnie moje stanowisko nabrało nowego blasku i właśnie w tym miejscu panele Nanoleaf stanowią idealne uzupełnienie innych dynamicznych elementów RGB.

Światło z nich ma wyrazista barwę i jest na tyle mocne, że pozwala również na komfortową pracę nie tylko przy ekranie, ale i dokumentach papierowych. Do tego zmierzone zużycie prądu dochodziło do wartości jedynie 8.4 W, w przypadku testowanego zestawu Nanoleaf Shapes Triangles Starter Kit z czterema dużymi trójkątnymi panelami ustawionymi na maksymalną jasność.

 

Wady:

  • zewnętrzny zasilacz w formie kostki wpinanej w kontakt jest dość obszerny
  • aplikacja pod HomeKit posiada więcej możliwości (programowalne akcje dotykowe paneli)
  • interface aplikacji na smartphone wymaga drobnych usprawnień
  • w zestawie brak akcesoriów do porządkowania przewodu
  • papierowa instrukcja obsługi nie zawiera wielu przydatnych informacji (skróty klawiszowe, resetowanie ustawień)

 

Zalety:

  • jakość wykonania
  • cienka konstrukcja paneli
  • beznarzędziowy montaż
  • możliwość łączenia z innymi zestawami serii Nanoleaf Shapes
  • sterowanie dotykowe i akcje również bezpośrednio na panelach
  • spora moc światła przy niewielkim zużyciu energii elektrycznej – może być używane nie tylko jako oświetlenie dekoracyjne
  • jeden zasilacz i sterownik pozwala na działanie nawet kilkunastu paneli
  • rozbudowane oprogramowania na smartphone i PC, które samo wykrywa rozkład paneli
  • mnogość trybów (chociażby muzyczny czy odzwierciedlający kolory wyświetlane na monitorze komputerowym)
  • współpraca z najpopularniejszymi systemami smart, która wciąż jest poszerzana w aktualizacjach firmware

 

Zapraszamy do sklepu

Seria Nanoleaf Shapes składa się obecnie z 3 kształtów, które dostępne są jako zestawy startowe w naszym sklepie:

 

To jednak dopiero początek, ponieważ prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy zaczniemy łączyć je ze sobą oraz uzupełniać zefstawy o dodatkowe elementy. Zapraszam więc do sprawdzenia innych produktów wchodząc w skład serii Shapes.

 

autor recenzji: Michał Morawski

Udostępnij wpis


Ponad 10 000+ fanów
Koszyk