Oświetlenie w zgodzie z naturą – recenzja Nanoleaf Elements

Oświetlenie w zgodzie z naturą – recenzja Nanoleaf Elements

Czy oświetlenie może stanowić element dekoracji? Jasne, że tak. Samo światło odgrywa istotną rolę w aranżacji pomieszczenia. Dzięki niemu nasze mieszkanie potrafi zmienić się zupełnie, gdy za oknami zrobi się już ciemno. Jednak za dnia “zwykła” lampka nie przykuwa już wzroku.

Inaczej jest w przypadku najnowszego produktu marki Nanoleaf. Firma znana jest głównie z paneli świetlnych, które mogą ozdobić ścianę lub sufit. Interaktywne i mieniące się na wiele barw “kafelki” pasują do niemal każdego pomieszczenia. Choć poprzednie wersje wyglądają nowocześnie, to ich biała powierzchnia może wydawać się czasem nudna. Tym razem producent postawił na elegancję i nietuzinkowe wykończenie obudowy. Sześciokątne elementy posiadają strukturę drewna. Łącząc je wedle własnego uznania tworzymy dekorację, która za dnia zdobi ścianę, a w nocy rozświetla domową przestrzeń.

W recenzji przedstawię czym jest Nanoleaf Elements. Dowiesz się jak łatwo zbudować niesamowitą strukturę świetlną i jak rozbudowane są możliwości sterowania tymi panelami.

 

Opakowanie i zawartość zestawu

Kształt opakowania zaskakuje, choć wykonanie go na wzór sześciokątnych paneli, jest najlepszą opcją na optymalne wykorzystanie jego przestrzeni. Pokrywka powiela wzór, który znajduje się na samych płytkach.

Każdy z boków skrywa przydatne informacje na temat produktu. Recenzowany zestaw składa się z 7 podstawowych źródeł światła i obsługuje typ połączenia określany przez Nanoleaf mianem Connect+.  Dowiadujemy się chociażby o barwie jaką może przybierać białe oświetlenie, o działającym trybie wizualizacji w rytm muzyki, czy też, że działają tutaj gesty dotykowe wprost na panelach. Podawane są również informacje o beznarzędziowym montażu oraz o wykończeniu obudowy paneli przy użyciu laminatu ze strukturą drewnopodobną. Oczywiście nie mogło się obyć od wzmianki na temat obsługi z poziomu aplikacji na smartphone.

Od spodu pudełka również umieszczono opis produktu w kilku językach. Tutaj także wymieniono pięć popularnych systemów obsługi smart-urządzeń, z którymi współpracuje Nanoleaf Elements.

Bezpośrednio po zdjęciu górnej pokrywki wita nas wielojęzyczna instrukcja obsług – w tym także po polsku.

Jest i dodatkowa kartka z inspiracjami – może ułatwić pierwsze próby dobrania idealnego dla nas schematu rozstawienia elementów na ścianie.

Łapiąc za wcięcia w kartonie, wysuwamy cały zestaw paneli. W tym przypadku jest ich 7.

Każdy z nich posiada już założony plastikowy klips z gąbką samoprzylepną.

Na dnie umieszczono resztę akcesoriów. Plastikowych spinek, które służą do łączenia paneli, jest o jedną więcej niż samych paneli – na wypadek przyszłego rozszerzenia kompozycji o dodatkowe płytki świetlne. Panel kontrolny to wąski plastikowy pasek. Również dopasowany motywem i kolorystycznie do głównych paneli. 

Zasilacz jest już biały. W pudełku mamy dwie końcówki – na rynek europejski i brytyjski. Posiada on przymocowany na stałe kabel o miłym w dotyku oplocie. Jego długość to 2,5 metra. Kostka ma zapas mocy na podłączenie kolejnych zestawów oświetlenia.

Na końcu, w pudełku, znalazła się mała naklejka w kształcie symbolu marki – zielony listek.

 

Budowa paneli

Panel wykonany jest z plastiku, który częściowo przepuszcza światło. W przypadku serii Nanoleaf Elements o wyjątkowości modelu decyduje nałożony na nie laminat. Posiada on nie tylko wygląd drewna, ale też wyczuwalna jest na nim struktura powierzchni tego materiału. Wzór nachodzi również na boczne krawędzi obudowy. Istotne jest, że każdy z paneli różnie się od siebie układem słoi. Motyw drewniany przechodzi na wszystkich płytkach w tym samym kierunku, ale ze względu na symetryczną budowę można układać je nawet w mieszany sposób.

Pojedynczy panel ma rozmiar 23 cm, na 20 cm. Grubość to zaledwie 0,6 cm, przy czym po dołożeniu do ściany może delikatnie wzrosnąć ze względu na dodatkową piankę mocującej. Waga samego elementu oświetleniowego to około 230 gram. 

Tył panelu składa się z symetrycznie rozmieszczonych złączy stykowych. Są tutaj również wolne przestrzenie, przez które można puścić kabel zasilający. Centralnie znajduje się wystający “grzybek” – do wpięcia się w wieszak ścienny. Widzimy też nadukowane oznaczenie modelu.

 

Jak to połączyć?

Montaż całego zestawu nie wymaga używania narzędzi. Schemat łączenia jest prosty. Pomiędzy panelami umieszcza się co najmniej jedną sztukę tzw. linkerów – małych plastikowych płytek z trzema blaszkami, przez które odbywa się wymiana danych oraz zasilania dla poszczególnych elementów. 

W ten sam sposób dodaje się panel kontrolera, który tworzy spójny kształt z panelem. 

Na koniec umieszczamy w dowolnym miejscu wtyczkę zasilacza i wyprowadzamy kabel.

Zestaw Nanoleaf Elements może składać się maksymalnie z 80 paneli – tyle potrafi obsłużyć jeden kontroler. Jednak przy ponad 21 panelach niezbędny jest dodatkowy zasilacz. Minimum do działania oświetlenia to tylko jedna sztuka. W takim połączeniu widać już jak prezentuje się światło. Możemy korzystać wyłącznie z bieli, ale kontrolując jej jasność oraz temperaturę w zakresie od 1500 Kelvinów (odcień ciepły) do 4500 K (barwa zimna).

Światło wydobywa się z kilku diod pod przykryciem drewnopodobnym. Niestety w ich miejscu wyraźnie powstają ciemne obszary. Oświetlane jest nie tylko wnętrze panelu lecz również krawędzi boczne.

Przed ostatecznym montażem warto zrobić próbę i rozplanować możliwe układy. Kombinacji z użyciem zestawu 7 paneli jest dużo. Od zwartej formy, która ma wymiar około 60×60 cm, przez prostą linię długości 140 cm, po bardziej abstrakcyjne kształty.

Polecam sprawdzić układ w świetle dziennym, ale też z podłączonym zasilaniem.

Jeżeli fizyczne przygotowywanie zestawu to wciąż zbyt mało, to można wesprzeć się wirtualną wersją. Aplikacja do obsługi Nanoleaf posiadała wcześniej tryb rozszerzonej rzeczywistości, w którym wizualizujemy panele wprost na naszej ścianie. Niestety w najnowszej wersji nie jest już dostępny. U mnie byłby to niezwykle pomocne, gdyż miejsce zaplanowane na montaż we wnęce miałem ograniczone. Teraz do dyspozycji jest tylko prosty kreator.

Sam proces mocowania nie jest skomplikowany, ale wymaga precyzji. Zaczynamy od jednego panelu i przykładamy go do ściany. Następnie przez kilka sekund kołowym ruchem dociskamy całość, która trzyma się na samoprzylepnym podkładzie. Dodajemy linker w miejscu połączenia i dokładamy w ten sam sposób kolejne panele. Trzeba pilnować, aby poszczególne elementy były ciasno przy sobie. Nie zapominamy o kontrolerze i zasilaniu.

Pozostaje podłączyć zestaw do gniazdka. Producent nie przewidział żadnych akcesoriów do uporządkowania przewodu, ale w tym modelu Nanoleaf kabel jest wykonany lepiej niż w przypadku serii Shapes i ładniej układa się na ścianie. Panele potrzebują początkowo kilka sekund po pierwszym połączeniu prądu.

 

Sterowanie manualne

Podstawową metodą obsługi paneli Elements jest kontroler podłączony bezpośrednio do nich. Nie jest zbyt rozbudowany. Raptem 6 przycisków oznaczonych symbolami. Włącznik łatwo wyczuć nawet przy wyłączonym świetle, ponieważ jako jedyny ma wypukły kształt. Każdy guzik posiada dodatkowo diodę tuż nad nim. Informują o użyciu danego przycisku czy też aktywnej funkcji. Z tego poziomu włączymy światło, zmienimy stopień jasności, przełączymy się pomiędzy aktualnymi profilami scen lub aktywujemy tryb muzyczny. Ten ostatni działa dzięki mikrofonowi wbudowanemu w kontroler. 

Warto zapoznać się także z dodatkowymi skrótami. Chociażby krótkie naciśnięcie na raz – i + szybko przełącza pomiędzy trybami koloru białego. Wszystkie panele świecą od razu w ciepłym odcieniu (1500K), pośrednio (2700K, wygodne do czytania) lub w barwie zimniejszej (4000K, bliższe światłu dziennemu).

Niestety panel w tej wersji paneli wyróżnia się na tle reszty oświetlenia. Gdy Nanoleaf Element jest nieaktywne, to wszystko ładnie się komponuje w odcieniach drewna. Lecz gdy zapalimy panele, to kontroler pozostaje ciemnym obszarem. Szkoda, że producent nie wyposażył również tej części zestawu we własne podświetlenie.

Dodatkową opcją sterowania manualnego jest użycie samych paneli. Po odpowiedniej konfiguracji można wykonywać gesty na każdej z płytek. Chociażby przeciągając po kilku sąsiadujących elementach, od lewej do prawej może powodować zwiększenie jasności całego zestawu.

 

Smartphone

Zabawa zaczyna się dopiero, gdy użyjemy aplikacji na smartphone. Służy ona nie tylko do sterowania, ale też pozwala na edycję profili wyświetlanych scen świetlnych. 

Jeżeli używamy jej po raz pierwszy musimy utworzyć konto. Przyda nam się głównie do zapisu informacji o sparowanych urządzeniach Nanoleaf. 

Dodajemy więc nowy zestaw Elements z poziomu aplikacji. Zarówno smartphone, jak i panele muszą znajdować się w obrębie tej samej sieci WiFi w standardzie 2,4 Ghz. Sparowanie ułatwia wbudowany moduł NFC. Przyłożenie kompatybilnego telefonu do panelu sterowania to kwestia kilku sekund. Wygodne jest też skorzystanie z czytnika kodów QR. Producent dla naszej wygody umieścił je w kilku miejscach zestawu. Pozostaje wskazanie aktywnej sieci i ewentualne podanie hasła do niej. Warto nazwać urządzenie i umieścić je w stosownym pomieszczeniu wirtualnego domu.

Aplikacja podzielona jest na 5 zakładek. Pierwsza pokazuje wszystkie produkty Nanoleaf, które posiadamy połączone w naszej sieci. Z tego poziomu włączymy chociażby oświetlenie w obrębie jednego pomieszczenia lub wyłączenie aktywujemy konkretne urządzenie.

Klikając poniżej ikony paneli przechodzimy do ustawień zestawu Elements. Sprawnie działa system wykrywania sposobu ułożenia poszczególnych elementów. Na smartphone widać kopię tego co mam na ścianie. Czasem korekty wymaga jedynie kierunek układu, ale można to poprawić jednym ruchem. Każda zmiana w montażu jest po kilku sekundach rejestrowana przez system i nowe miejsce danego panelu również ukazuje się w aplikacji. 

Głębiej schowane są dodatkowe opcje tych paneli. Dostępna jest chociażby możliwość sterowania gestami i automatyczne dopasowanie jasności.

Kolejne menu zawiera wszystkie dostępne sceny, które udostępnił producent lub inni użytkownicy. Ze względu na ograniczoną kolorystykę Nanoleaf Element, również tutaj nie zobaczymy wszystkich barwnych układów.

Dalej znajdziemy zbiór informacji na temat tego i innych produktów marki. Warto czasem tu zajrzeć i zapoznać się z mniej oczywistymi oraz najnowszymi funkcjami sprzętu.

Producent daje nam do dyspozycji również harmonogram pracy. Z łatwością ustawimy co, kiedy i w jaki sposób ma świecić.

Na końcu pozostały ustawienia sprzętu i aplikacji. Tutaj zmienimy zalogowane konto i sprawdzimy czy poprawnie zsynchronizowały się nasze ustawienia w chmurze producenta. Widoczna jest lista sparowanych urządzeń. Połączymy panele z dedykowanym pilotem. Aplikacja pozwala na obsługę kilku domów.

Thread Network to nowość, która wciąż jest w fazie rozwoju.

Zaawansowane opcje to głównie możliwość zaktualizowania oprogramowania sprzętowego. Nanoleaf dość regularnie wypuszcza nowe wersje o czym zostaniemy dodatkowo powiadomieni przez aplikację. 

Na temat asystenta układu już wspominałem. Przydatne narzędzie nawet, gdy planujemy rozbudowę naszej świetlnej dekoracji na ścianie. Tym bardziej, że w sprzedaży są już zestawy rozszerzające. W programie mamy też dostęp do pomocy – zwykle zastępuje ona instrukcję obsługi, a nawet posiada dodatkowe informacje.

 

Aplikacja na komputerze

Od czasu, gdy recenzowałem zestaw Nanoleaf Shapes minęło raptem kilka tygodni. W tym okresie zaszły pewne zmiany w samej aplikacji używanej na komputerze. Sam producent chyba stwierdził, że jest to już stabilne oprogramowanie i doczekaliśmy się wersji 1.0. Od teraz mamy do czynienia z programem uruchamianym niezależnie od przeglądarki internetowej. 

Zmiany w samym interfejsie nie są już tak znaczące, ale wygląda jakby wszystko działo płynniej niż poprzednio. Z tego poziomu możemy sterować samym oświetleniem, a także aktywować i ustawić chociażby jak działa sterowanie dotykowe na panelach. Dostępna jest też opcja aktualizacji firmware.

Niestety pominięta jest tutaj obsługa systemu Razer Chroma, która wynika prawdopodobnie z racji używania przez panele jedynie białej barwy światła.

 

Google Home

Gdy już sparowaliśmy zestaw Elements z naszym smartphone możemy połączyć go również z ekosystemem Apple HomeKit czy też Google Home. Osobiście korzystam głównie z asystenta Google, więc skorzystałem z aplikacji Home. Wystarczy dodać dane logowania z konta Nanoleaf, aby panele pojawiły się w naszym wirtualnym domu. Przypisanie ich do danego pomieszczenia oraz zmiana nazwy, to jedyne kroki, aby móc sterować nimi z poziomu Google Home.

W samej aplikacji Google można jedynie włączyć panele czy też zmienić poziom jasności światła i barwę.

Dostępne są także komendy głosowe, niezależnie czy w smartphone, czy też przez fizyczny głośnik z wbudowanym asystentem. Tym sposobem zapalimy światło w konkretnym pomieszczeniu lub też wyłącznie nasze panele Elements. Do zmiany jasności użyjemy polecenia w stylu “Ustaw Nanoleaf Elements do poziomu jasności 50%”. Dostępna jest też opcja zmiany barwy wszystkich paneli, a nawet wybranie określonej sceny świetlnej.

 

Porównanie

Seria Nanoleaf Elements nie jest odcięciem się od poprzednich produktów marki. Recenzowane hexagony wydają się początkowo tymi samymi panelami, które znajdziemy w zestawie Nanoleaf Shapes. Pozornie różnica to tylko barwa wykończenia głównych płytek, kontrolera i elementów łączeniowych. Wszystko więc pasuje do siebie bez żadnych modyfikacji. Nawet zasilacz obsłuży kolejne panele. Elements to obecnie tylko jeden kształt paneli, ale już w Shapes mamy kilka wariantów, które łączą się ze sobą z użyciem Connect+. Dlatego też swoboda w aranżacji jest teraz znacznie większa. 

Zresztą sam sprawdziłem jak wygląda podłączenie do zestawu z dużymi białymi trójkątami. Efekt przełamania kolorów jest specyficzny. Sama ilość kombinacji, jakie daje nam teraz mieszanie produktów Nanoleaf, jest ograniczona praktycznie tylko naszą wyobraźnią. Osobiście jednak sądzę, że białe i drewniane panele lepiej prezentują się niezależnie od siebie.

W przypadku Elements widać jednak, że moc światła jest znacznie niższa. Sama specyfikacja podaje, że są to teraz 22 lumeny na każdy z paneli, podczas gdy analogiczny model z serii Shapes ma już 100 lumenów. Spowodowane jest to nie tylko laminatem, ale też innym wykończeniem krawędzi paneli. W Shapes oświetlane jest jedynie wnętrze obudowy. Hexagony w Elements świecą nie tylko wewnątrz, lecz także delikatnie rozświetlają obszar wokół siebie.

Przypomnę też, że drewniane Elements to tylko światło w odcieniach bieli – poprzednie wersje paneli miały diody RGB.

Wspomniałem też o zasilaczu. Pozostał ten sam, co w poprzednim modelu Nanoleaf. Tym razem jednak sam kabel jest poprowadzony w oplocie. Nie tylko wpływa to dobrze na jego wytrzymałość na uszkodzenia mechaniczne, ale też znacznie łatwiej się układa, przez co od razu po montażu wygląda dobrze.

 

Podsumowanie

Elements to pewne zaskoczenie dla osób zaznajomionych z innymi produktami Nanoleaf. Przełamanie ponadczasowej linii białych paneli to odważny krok. Tym razem eksperyment z imitacją drewna pozostawiam bez oceny. Nie każde wnętrze może być odpowiednie dla wprowadzenia dodatkowej struktury na ścianie. Jednak, jeżeli już trafimy na właściwy obszar, to otrzymamy interesującą ozdobę naszego mieszkania. Panele rozmieszone w praktycznie każdej konfiguracji wyglądają dobrze. I to nawet, gdy są wyłączone. Gdyby nie jeden zwisający przewód, to nawet nie bylibyśmy świadomi, że jest to zamaskowana instalacja oświetleniowa.

Liczne sceny świetlne to główna z zalet paneli od Nanoleaf. Tutaj wprowadzono niezależnie działające diody w obrębie każdego z hexagonu. Dlatego też, mimo korzystania jedynie z odcieni białego, można uzyskać nieosiągalne wcześniej efekty, np. symulacja ognia. Proste sterowanie z poziomu doczepionego kontrolera, a nawet możliwość aktywnego używania każdej płytki, daje nam dodatkowe możliwości. Nie jest to tylko nudny plafon w kształcie plastra miodu, ale interaktywna struktura. Na dodatek zintegrowana z popularnymi ekosystemami inteligentnych domów.

Warto też zaprzyjaźnić się z aplikacjami na smartphone i PC, które nie tylko służą do operowania światłem, ale też pozwalają na aktualizację oprogramowania w panelach. Nanoleaf co jakiś czas dodaje nowe funkcje do produktów. W trakcie testów udostępniono wsparcie dla Thread Border Routing. Dzięki niemu zestaw Elements może stać się bramką dla innych urządzeń sieciowych w naszym inteligentnym domu.

 

Wady:

  • spory zasilacz zewnętrzny
  • brak dodatkowych elementów do wygodnego prowadzenia kabla
  • znacznie mniejsza jasność niż w przypadku innych paneli Nanoleaf
  • świecą jedynie w odcieniach bieli

 

Zalety:

  • nietuzinkowy design
  • elementy zestawu są dopasowane kolorystycznie
  • dobra jakość wykonania elementów
  • każdy z paneli może świecić jednocześnie w kilku odcieniach białego
  • wzmocniony kabel od zasilacza
  • beznarzędziowy montaż
  • duże możliwości rozbudowy
  • sterowanie dotykowe dostępne również na poszczególnych panelach
  • oprogramowania na smartphone i PC, które samo wykrywa rozkład paneli
  • mnogość efektów i tryb muzyczny
  • współpraca z najpopularniejszymi systemami smart
  • dodane niedawno wsparcie dla Thread Border Routing
  • kompatybilność z serią Nanoleaf Shapes

 

Zapraszam do sklepu

Nanoleaf Elements to kolejny zestaw paneli dostępny w naszym sklepie. Obecnie można kupić dwa pakiety:

Oferujemy również inne produkty marki Nanoleaf.

 

autor recenzji: Michał Morawski

Udostępnij wpis


Ponad 8300+ fanów
Koszyk